niedziela, 13 kwietnia 2014

3. Niekwestionowana mistrzyni

     Ani się obejrzałam a cały uniwersytet miałam już w małym palcu i pewnie poruszałam się nieskończenie długimi uczelnianymi korytarzami. Niemal codziennie zaglądałam do mojej ulubionej studenckiej kawiarni. Często widywałam tam jego - chłopaka w oczach, którego zamknięte były najpiękniejsze barwy czekolady. Podobało mi się jego imię, lubiłam sposób w jaki drżały moje struny głosowe, kiedy je wypowiadałam. Liam. Nie szukałam żadnych zdrobnień, nie potrzebowałam przezwisk czy pseudonimów. Tych kilka liter układało się w wyraz, który z początku wydawał mi się dziwny, zupełnie nietypowy. Teraz już idealnie pasował do chłopaka, którego chciałam widywać coraz częściej.

    Po zajęciach byłam tak głodna, że niewiele myśląc, odwiedziłam znajomy lokal. Za ladą nie było Liama. Pomyślałam, że pewnie skończył już pracę albo miał w tym dniu wolne. Poprosiłam o solidną bułkę wypełnioną najróżniejszymi pysznościami i z pełnym zaangażowaniem szukałam drobnych w portfelu.
     - Już dają ci w kość? – usłyszałam tuż obok mnie. Nie podnosząc wzroku, odparłam beznamiętne „Niestety”. Mój rozmówca jednak nie dał za wygraną. - Ale na dzisiaj chyba już masz koniec z zajęciami, co?
     Podniosłam wzrok z myślą zmieszania z błotem człowieka, który ośmielił się mnie zaczepić. Miałam przygotowaną całą mowę o tym jak bardzo zmęczona jestem i jak to mam wszystkich dosyć. Chciałam mówić o tym żeby mnie zostawił, że chcę być sama, wrócić do domu i paść na łóżko. Jednak kiedy zobaczyłam te czekoladowe tęczówki, które tak uważnie wpatrywały się w moją roztrzepaną buzię, zapomniałam o wszystkim, co miałam do powiedzenia.
     - Na dzisiaj już koniec, ale to nie oznacza odpoczynku. Egzaminy coraz bliżej – stwierdziłam, nieświadomie posyłając w stronę chłopaka uśmiech. Dopiero kiedy on odwzajemnił gest, dotarło do mnie, że nie potrafię nie uśmiechać się w jego obecności.
     - Dasz radę. Wiem, co mówię – stwierdził i nie pytając mnie pozwolenie, zaczął iść razem ze mną.
     - Jakieś rady trzeciorocznego dla pierwszorocznej? – zapytałam, przedrzeźniając chłopaka.
     Nie miałam tego w planach. Miałam wejść do kawiarni, zjeść coś i wrócić do domu. Tymczasem dwie godziny po skończeniu ostatnich zajęć ja jak gdyby nigdy nic spacerowałam po parku niedaleko uczelni. Zapomniałam o wszystkich goniących mnie terminach, o egzaminach, o tych całych studiach. Chodziliśmy po alejkach oświetlonych leniwym, prawie czerwonym światłem słońca, które powoli znikało za horyzontem. Całe popołudnie, prawie wieczór, spędziłam w towarzystwie uroczego starszego kolegi, prowadząc rozmowy na temat naszych największych wpadek czy strzelonych gaf.
     Nagle w mojej torbie zaczęła rozbrzmiewać znajoma, niemiłosiernie głośna melodia.
     - Przepraszam, ale muszę odebrać – powiedziałam do Liama, na co ten tylko skinął głową. Przełknęłam ślinę i po dłuższym wpatrywaniu się w podświetlony ekran telefonu w końcu wcisnęłam zieloną słuchawkę.
     - Słucham? – powiedziałam, próbując zachować chociaż pozory pewności siebie.
     - Cześć, gdzie jesteś? Czekam tu na ciebie przy tym komputerze już od prawie dwóch godzin, a ciebie wciąż nie ma. Zaczynam się martwić, wszystko okej? – zabrzmiał tuż przy moim uchu wyraźnie zatroskany głos Harry’ego.
     - Tak, tak, wszystko w porządku. Po prostu coś mi wypadło… Za jakąś godzinę powinnam być w domu, będziesz? – spytałam, chcąc odwieść go od myśli zapytania mnie, co takiego jest ważniejsze niż rozmowa z nim.
     Zakładaliśmy, że będziemy rozmawiali ze sobą codziennie, że wieczorami zawsze będziemy gnili przed ekranami laptopów, wpatrując się w internetowe kamerki. Plany sobie, a rzeczywistość sobie. Po dwóch miesiącach spędzonych na uniwersytecie każde z nas coraz bardziej pochłonięte było swoim nowym życiem. Albo Harry wracał z treningów całkowicie pozbawiony sił albo ja wychodziłam gdzieś wieczorem ze znajomymi, czasem któreś z nas musiało się uczyć. Próbowaliśmy rozmawiać ze sobą codziennie przynajmniej przez godzinę.
     Najsmutniejsze było jednak to, że powoli nie mieliśmy już o czym rozmawiać. Odsuwałam się od Harry’ego. Czułam to. Nie chodziło tylko o dzielącą nas odległość, ale także o to, że tuż obok mnie pojawił się Liam. Ten chłopak miał w sobie coś, co sprawiało, że czułam się do niego przywiązana jakąś niewidzialną, ale nadzwyczaj mocną nicią. Nie potrafiłam, nie chciałam unikać jego obecności. Nie miałam ochoty kończyć naszych spotkań.
     Lubiłam z nim rozmawiać, przebywać w jego towarzystwie. Na domiar złego, Payne niebywale mi się podobał, pociągał mnie jako mężczyzna. Miałam Stylesa, nie mając go jednocześnie. Nigdy nie należałam do osób, które wierzą w nadludzką siłę duchowej więzi. Zawsze potrzebowałam także tej fizycznej bliskości. Życie bez uczucia ciepłej skóry pod palcami, bez delikatnych pocałunków czy w końcu bez tych nocy, kiedy tak bardzo nie chciało pójść się spać… Tęskniłam za tym. Nie byłam pewna jak długo jeszcze dam radę bez tego funkcjonować. Zaczynałam powoli tracić zaufanie do samej siebie.
     A co jeśli pewnego dnia tak po prostu rzucę się na Liama? Co jeśli pewnego dnia wszystkie moje ukryte pragnienia i niezaspokojone żądze przejmą nade mną kontrolę?
     Wiedziałam, czułam, że to kiedyś nastąpi. Nie miałam zamiaru się przed tym bronić. Nie widziałam sensu w stawianiu jakiegokolwiek oporu.
     - Wiesz… ja jutro muszę wstać już o piątej, bo mam treningi i takie tam… wybaczysz mi jak pójdę spać? – po dłuższej chwili ciszy w słuchawce odezwał się głos Harry’ego, wyrywając mnie tym samym z mojego zamyślenia.
     - No jasne. To… słodkich snów! Buziaki! – rzuciłam do słuchawki. Wydawało mi się, że Harry szepnął gdzieś „Kocham Cię” jednak nie zwróciłam na to szczególnej uwagi. Jeszcze nie tak dawno temu te dwa słowa tworzyły cały mój świat. Teraz były tylko nic nieznaczącymi wyrazami, padającymi z ust chłopaka, którego nie widziałam już kilka tygodni.
     - Idziesz już? Ktoś chyba się o ciebie martwi – nieśmiało zaczął Liam.
     - Daj spokój, mam czas. A „Ktoś” niech lepiej zajmie się sobą – powiedziałam tak przepełnionym radością głosem, że chyba aż zadziwiłam tym chłopaka.
     Chodziliśmy po parku, wymieniając się spostrzeżeniami dotyczącymi uczelni. Naśmiewaliśmy się z dziwnych przyzwyczajeń profesorów i żartowaliśmy z niektórych studentów, którzy byli zagubieni do tego stopnia, że wydawali się być z innej planety.
     - Wiesz, chyba powinnam już naprawdę wracać do domu – stwierdziłam, kiedy wokół zapanowały już prawie egipskie ciemności. – Odprowadzisz mnie na parking?
     - Masz samochód? – spytał wyraźnie zdziwiony.
     - Mam. Podwieźć cię gdzieś? – oznajmiłam, wykrzywiając usta w uśmiechu szalonego naukowca, planującego przejąć kontrolę nad światem.
     - I mam teraz dylemat, iść pieszo i przeżyć czy ryzykować przejażdżką z tobą – zaśmiał się mój rozmówca.
     Wyjątkowo szybko udało mu się załapać, że nie jestem najspokojniejszą i najbardziej zrównoważoną osobą, jaką zna. Mimo to miałam wrażenie, że za to właśnie mnie lubi, że odpowiada mu ten mój całkowity brak powagi.
     Kilka chwil później siedzieliśmy już w moim samochodzie, jadąc w kierunku, który wskazywał mi Liam.
     - To tu, mogłabyś się zatrzymać?
     - Jasne – odparłam i niechcący dodałam – mieszkasz sam? Stać cię na to?
     - Jakoś sobie radzę – zaśmiał się. – Poza tym to naprawdę maleńka kawalerka, więc nie jest aż tak ciężko.
     Payne rozpiął pasy i niechętnie nacisnął klamkę samochodowych drzwi.
     – To dzięki za bezpieczne dostarczenie mnie do domu. Widzimy się jutro na uczelni – odparł przy wysiadaniu.
     - Obowiązkowo wpadam jutro do ciebie po największą latte! – dodałam, znów uśmiechając się tak szeroko. On odwzajemnił gest i zniknął gdzieś w głębi budynku.
     Wracałam do domu przez zatłoczone miasto. Tu zawsze były korki. Zwykle klęłam pod nosem na tak natężony ruch. Wtedy jednak taka sytuacja o dziwo mi pasowała. Miałam czas żeby pomyśleć.
     Tamtego popołudnia po raz pierwszy od dłuższego czasu znowu tak szeroko się uśmiechałam, znowu czułam się tak beztrosko. Było mi dobrze. Za każdym razem, kiedy biegłam myślami do Liama na mojej twarzy gościł mniejszy bądź większy uśmieszek. Byłam zafascynowana jego osobą. Chciałam odkryć każde jego przyzwyczajenie, nietypowy nawyk, znać cały jego życiorys.
     „Natalie, przestań! Przestań!” krzyczał głos w mojej głowie, kiedy w wyobraźni błądziłam dłońmi po jego torsie, kiedy opuszkami palców badałam kształty jego ramion. Próbowałam samą siebie ukarać za takie myśli, ale nie potrafiłam ich od siebie odgonić. Wciąż stałam tak blisko niego, wciąż czułam na policzku jego delikatny zarost, wciąż całowałam jego usta… „Cholerna wyobraźnia” szepnęłam sama do siebie. Próbowałam być na siebie zła. Nie umiałam.
     O ile na myśl o Paynie na mojej twarzy błyskawicznie pojawiał się uśmiech, o tyle skierowanie swojej uwagi na osobę Harry’ego kończyło się zakłopotaniem. Styles kojarzył mi się teraz tylko z ciągłymi wymówkami, ze zmęczeniem, z niezręcznością. Wolałam wymyślać kolejne wymówki, aby uniknąć komputerowej rozmowy aniżeli znosić tę okropną ciszę, która panowała między nami. Dyskomfortowe, krępujące milczenie trwające coraz dłużej z każdą kolejną rozmową. Miałam dosyć ciszy ze Stylesem, wolałam towarzystwo Payne’a.
     Chcąc czy nie w końcu musiałam spojrzeć w zielone oczy Hazzy wyświetlone na ekranie monitora. Nie zdążyłam się nawet dobrze przygotować, bo Styles zadzwonił do mnie następnego dnia, kiedy tylko popołudniu skończyłam zajęcia.
     - A co dzisiaj tak wcześnie? Myślałam, że czas dla mnie masz tylko wieczorem – powiedziałam pół żartem ale prawda była taka, że bardzo ciekawiła mnie nietypowa pora połączenia z Glasgow.
     - Wieczorem mam trening, więc nie będę mógł rozmawiać, ale teraz chyba ci nie przeszkadzam, prawda? – spytał, a ja tylko przecząco kiwnęłam głową – Mam dla ciebie nowinę. Przyjeżdżam na weekend, co ty na to? – z radością w głosie poinformował mnie Harry.
     Wiadomość powinna wywołać u mnie radość, a ja tymczasem wpadłam w panikę. Nie miałam pojęcia jak będę się zachowywała w jego obecności. Dużo łatwiej rozmawiało mi się z nim przez Internet. Nie miałam trudności z ukrywaniem swoich prawdziwych emocji, uczuć. Chyba najzwyczajniej w świecie udawanie i oszukiwanie w cyberprzestrzeni było o wiele łatwiejsze.
     - Świetnie! Nawet nie masz pojęcia jak się cieszę! – bez skrupułów kłamałam prosto w szmaragdowe tęczówki – Skąd ten nagły pomysł żeby przyjechać? Tęsknota cię zżera?
    - Żebyś wiedziała! Tęsknię za tobą, chciałbym zobaczyć się z mamą, Lottie pewnie też już sporo urosła – mówił, a na wspomnienie ukochanych osób na jego twarzy malowało się bezgraniczne szczęście.
    - To czekamy! – oznajmiłam, uśmiechając się do kamerki najbardziej szczerze jak tylko potrafiłam. Rozmawialiśmy jeszcze dłuższą chwilę, ale potem nie potrafiłam już znieść maski, przykrywającej moją twarz. Musiałam ją zdjąć. Skłamałam więc, że spieszę się jeszcze na ostatnie zajęcia. Zawsze byłam całkiem niezłą oszustką, teraz jednak powoli stawałam się niekwestionowaną mistrzynią.


Wszystko zaczyna wirować. Odnajdujecie się? Jakie są Wasze odczucia?
Piszcie, piszcie, piszcie! 
K&M

10 komentarzy:

  1. jejku tak szkoda mi Harrego
    mam nadzieje ze go nie skrzywdzi

    OdpowiedzUsuń
  2. Jak ona może to robić Harremu?
    Nie chcę by zraniła go.
    Ciekawe czy Liam ma takie same uczucia o niej

    OdpowiedzUsuń
  3. Boże...dlaczego tak?!!:(( Harry będzie załamany jak "coś" się wydarzy;_;
    Dobrze, że przyjeżdża, może wszystko sie wyjaśni i jakoś ułoży..;)
    Oby to było dobre dla każdej ze stroon;D
    Nie dziwie się ...Liam takie ciacho omoommmm*-*
    Jestem ciekawa co dalej ...seriooo;))
    Czekam i życzę weny
    @Best_faan_ever

    OdpowiedzUsuń
  4. Ajjj jak mi szkoda Harrego...;(
    Mam nadzieję że Ona nic głupiego nie zrobi i np nie zerwie z Hazzą...
    Po mimo rozdział świetny XD
    Czekam na next !
    @Takemeliam1d

    OdpowiedzUsuń
  5. Kocham, kocham, kocham! <3 Masz talent! Cudny rozdział, czekam na kolejny. Pozdrawiam :)

    Zapraszam do mnie: http://lovehateonedirection.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  6. No nie! Jak ona w ogóle może to robić Harry'emu ? Biedny Hazza :< Mam nadzieję, że nic się tam nie wydarzy w ogóle. Czekam z niecierpliwością na next!


    Skylar George. Destiny Hopkins. Demi Lovato. Trzy przyjaciółki z Brooklyn'u, których życie już nigdy nie będzie takie samo. Miłość, zabawa, uczucie, naiwność. Co będzie, gdy wszystko stanie się MOŻLIWE ?

    zapraszam ---------> www.possible-fanfiction.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  7. Next!(: super!!
    - Ēvří

    OdpowiedzUsuń
  8. Boziu, ta historia jest taka idealna! Strasznie mnie smuci że nic sie nie pojawia od miesiąca prawie. Nie zapominajcie o nas :3 x SUPER ROZDZIAŁ, SUPER FF, SUPER AUTORKI, SUPER HISTORIA.... nie chcę jej końca.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. NIE ZAPOMINAMY O WAS SŁOŃCA NASZE! Bo prostu maj pełen roboty, bo matury, jak to wszystko się skończy to wrócimy z nową dawką wydarzeń, zawirować i emocji! Prosimy o cierpliwość ;* Kochamy, K&M ♥

      Usuń
  9. No i jestem rozdarta. Bo z jednej strony mi smutno, ze Nats tak oddala sie od Hazzy, a zdrugiej troche mnie cieszy, ze dogaduje sie z Liamem. Baardzo dobrze sie z nim dogaduje, haha. Musiala niezle sie zadurzyc, skoro juz ma takie wyobrazenia. Biedy Hazza, ciekawe czy on czuje sie podobnie, czy naprawde nie odczul rozlaki i odlegosci. Wiecie, podoba mi sie ten temat zwiazku na odleglosc, nie za czesto sie z nim spotykam. Cos nowego, cos dobrego :d jestem ciekawa tego ich weekendowego spotkania, dlatego lece czytac dalej ^^
    Pozdrawiam, xx!

    OdpowiedzUsuń